image

KOŃ TO ZWIERZĘ, KTÓRE POZWALA NAM LEPIEJ POZNAĆ SIEBIE, JEST JAK LUSTRO, KTÓRE POKAZUJE, JACY JESTEŚMY… WSPANIALE SPRAWDZA SIĘ W SZKOLENIACH DLA MANAGERÓW.

Stajnia Chojnów w podwarszawskiej Baniosze. 60 hektarów zieleni i olbrzymia, kryta ujeżdżalnia o powierzchni 1 600 metrów kwadratowych, z drewnianym, łukowym sklepieniem. Na miejsce szkolenia w ramach koncepcji Horse Concept dojeżdżam o 8 rano. To będzie mój pierwszy kontakt z końmi, których bardzo się boję.
Celem szkoleń jest nauczenie managerów współpracy z ludźmi i sposobów negocjowania. Ale nie tylko managerów. Są przydatne wszystkim, rodzicom i tym, którzy są cały czas w relacji z innymi. Szkolenie poprzedza wykład prowadzony przez Davida Lagnieuksa, francuskiego trenera pracującego według metody Horse Concept. Wykład to nie tylko wskazówki dla managerów, ale przedstawienie historii ewolucji konia i jego relacji z człowiekiem. Dopiero znając jego historię i psychikę oraz sposób zachowania, przejść można do kontaktów z tym zwierzęciem. Na tym, w ogólnym założeniu, polega filozofia Horse Concept.

– Całe nasze życie opiera się na negocjacjach, czy dotyczą one naszych finansów, czy życia osobistego, przekonania drugiej osoby – mówi David Lagnieux. – Koń to wspaniałe narzędzie do poznania siebie i samodoskonalenia. Reaguje niezwykle szybko na to, co robimy, daje natychmiastową odpowiedź, wyzbytą jakiejkolwiek oceny. Albo zrobi to, czego od niego oczekujemy, albo wymknie się spod naszej kontroli. Kontakt z tym zwierzęciem daje uczestnikowi szkolenia chęć pójścia do przodu, rozwoju swojego zachowania. Ta metoda nie daje wiedzy, ale pozwala zmienić swoje zachowania. To, w jaki sposób się zachowujemy, wpływa na konia i ma go przekonać, nie zmusić, do współpracy z nami.

Przed koniem nie możemy udawać, on wszystko czuje. Gdy się go boimy, nic nie da, że staramy się pokazać, że wszystko gra, że jesteśmy pewni siebie. Zwierzę wymaga od nas wewnętrznej spójności. W kontakcie z nim nie ma hierarchii, za każdym razem kiedy wchodzimy do boksu, koń nas testuje, bo od tego zależy jego przetrwanie. On musi wiedzieć, czy jestem gotowa, żeby go chronić, czy może powierzyć swój los w moje ręce. Dlatego tak ważne jest skoncentrowanie się na własnej postawie.

– Wcześniej nie miałam kontaktu z końmi, nawet nieco się ich bałam – wyznaje Żaneta Poirieux, założycielka i dyrektor firmy doradczo-szkoleniowej Bilans Consulting Development, m.in. wprowadzającej w Polsce francuską metodę szkolenia Horce Concept. – Klasyczne jeździectwo robi koniom bardzo dużo szkody. W ogóle nie bierze pod uwagę psychiki konia. Wystarczy zobaczyć co się dzieje w stajniach. Jak konie są hodowane, trzymane, jeździec często nie ma w ogóle kontaktu ze zwierzęciem, którego dosiada. Potencjał intelektualny koni jest niewątpliwie mniejszy niż człowieka, ale w wielu dziedzinach są nie do pobicia. Swoje umiejętności chętnie ofiarowują na usługi ludzi, trzeba je tylko do tego przekonać.

– Można je do pewnych rzeczy zmusić, ale wtedy model współpracy nie posunie się poza ciągnięcie wozu z węglem – mówi Ż. Poirieux. – To tak jakby wykorzystywać laptopa jako przycisk do papieru. Z pewnością dobrze się w tej roli sprawdza, ale czy o to chodzi? Można też namówić je do współpracy i osiągnąć najwyższy poziom sprawności fizycznej, ale i intelektualnej, które wymagane są przy grze w polo. Im jest to w zasadzie obojętne. Nie są w żaden sposób uprzedzone do człowieka i tylko od niego zależy, na jaki poziom zrozumienia i współpracy wejdą wspólnie. Kolejne ćwiczenia pozwalają uczestnikom odkryć swoje mocne i słabe strony w procesach pozyskiwania akceptacji współpracowników i budo wy autorytetu. Szkolenia, to połączenie trzech obszarów ćwiczeń: pracy własnej w parze z koniem, zajęć ze wstępu do jazdy konnej (obliczonej na osiąganie celów, a nie samej przyjemności), które odbywają się przy udziale trenera, wreszcie zadania drużynowe, będące elementem teoretycznego, ale i praktycznego treningu polo.

W podwarszawskiej stajni uczestniczyłam w tzw. warsztatach z ziemi. Koń, którego mi przydzielono, pokonać musiał wskazane mi przeszkody, przejść w określony sposób przez położone na piasku belki. Następnym etapem było skłonienie go do ruchu, wejście w stępa, potem w galop, zatrzymanie, sprawienie, by zmienił kierunek ruchu, zatrzymał się w miejscu. Wszystko bez użycia bata czy słownych komend, ale odpowiednimi ruchami ciała, zdecydowaniem, sugestią biorącą się z własnej pewności siebie. Po ćwiczeniach następowała zaś diagnoza moich własnych sposobów postępowania, ocena, czy osiągnęłam to, czego rzeczywiście chciałam i wskazówki na przyszłość.

Zadania pokonywane w ramach warsztatów Horse Concept nie były łatwe, ale dały niezwykłą i trudną do opisania wewnętrzną satysfakcję, gdyż obcowanie z końmi uczy opanowania, zmusza do budowania relacji opartej na wzajemnym zaufaniu i szacunku. Prowadząc konia do obranego celu podczas ćwiczeń, pokonywałam własne obawy i ograniczenia, musiałam wykazać się inicjatywą i kreatywnością. To wyjątkowe przeżycie i wyzwanie, w którym nagrodą jest bliskość z tym imponującym zwierzęciem oraz weryfikacja własnego autorytetu i zdolności przewodzenia.